Sebenzoidy

Sebenza budziła emocja od zawsze. Dla jednych to nóż bliski ideału, dla innych nóż legenda, jeszcze inni patrzą na niego nie rozumiejąc ceny, a i znajdzie się grupa ludzi, która z fanatyzmem będzie broniła użytkowości tego noża nawet wtedy, gdy ich sztuki bezpiecznie leżą w szufladach i jedyną ich pracą jest zbieranie kurzu.

Dla mnie Sebenza była zawsze obiektem kpin. A to pojechałem jej po niebieskim kołku, a to wyśmiałem zimne tytanowe okładziny, no i klasycznie zawsze mogłem pojeździć sobie po cenie. Cóż, kto jest na forum kilka lat, ten zresztą pamięta niektóre moje dowcipy i dogryzki do tego noża.
Minęło lat trochę. Zmieniło się mocno moje podejście do noży, zmieniły się preferencje, wymagania i gusta. Nie, nie oznacza to, iż wpadłem w wir "topowych materiałów". Myślę, iż kilka lat obcowania z nożami, czytanie wielu doskonałych recenzji, a także rozmowy z użytkownikami noży pozwoliły mi na dość konkretne osadzenie mojego gustu w kwestii doboru noża dla siebie. Zacząłem szukać ciekawych projektów, które zaskakiwały mnie swą odmiennością, bądź stosunkiem ceny do jakości. Niekoniecznie lansowane na rynku, niekoniecznie drogie, niekoniecznie z doskonałych materiałów. Po prostu użytkowe tak, jak powinien być użytkowy nóż.
Dlatego gdy na polskim rynku pojawiło się Sanrenmu 710, zapaliła się we mnie szkocka nutka złośliwca, gdyż znów można było wsiąść na krowę o nazwie Sebenza. Napisałem recenzję Sanrenmu 710, który nie ukrywam, iż mocno mnie zdziwił swoją jakością w stosunku do ceny. Popełniłem błąd, bowiem nie znając się na modelach Sebenzy, przeoczyłem fakt, iż Sanrenmu 710 był kopią modelu Classic, a ja do porównania zdobyłem Regular, będąc przekonany, iż to jedyna wersja małej Sebenzy. Pomyłka ta była potknięciem i nauczką, iż biorąc się za porównywanie noży, należy lepiej się przygotować, tudzież zasięgnąć rady osób, które znają się na danych modelach lepiej niż ja.
Na szczęście (dla mnie) moje potknięcie nie zraziło mnie i dalej brnąć zacząłem w kierunku noży podobnych do Sebenzy. Najpierw w moje łapy wpadła kolejna chińska sztuka, a mianowicie MODEL NO.GB-910 firmy LAND Knife (coś jak Sanrenmu, o ile to nie Sanrenmu) a po jakimś czasie zdobyłem kolejną sztukę podobną do Sebci - WALTHER P22 TITAN. Właśnie te dwa noże będą bohaterami tego tekstu.

Zaczniemy od tego drugiego.

WALTHER P22 to nazwa pistoletu firmy Walther, zbliżonego konstrukcją do sławnego P99, ale o kalibrze 5,56 mm, trochę innej budowie wewnętrznej i mniejszych rozmiarach. Patrząc na nóż i na pistolet, za diabła nie mogę znaleźć krzty podobieństwa, poza faktem, iż oba są czarne. Jedyne, co je może łączyć, to niska waga.

Technicznie:

Długość zamkniętego - 101 mm
Długość otwartego - 177 mm
Długość głowni - 75 mm
Grubość głowni - 2,8 mm
Grubość rękojeści - 10,4 mm
Stal głowni - 440C
Blokada - liner lock

Nóż robi od początku bardzo pozytywne wrażenie. Przede wszystkim jest lekki (brak wagi), a to dzięki okładzinom z aluminium, o których jeszcze napiszę. Bardzo ładnie komponuje się czerń głowni z czernią rękojeści, powodując, iż nóż wydaje się jeszcze mniejszy, niż jest w rzeczywistości. Ale żeby wszystko było wiadome, przejdźmy do klasycznego opisywania.
Rękojeść noża zbudowana jest na jednym linerze i dwóch okładzinach. Stalowy liner zaopatrzony jest w listek blokady, na której mamy bardzo wygodne nacięcia pod palec, ułatwiające operowanie blokadą. Okładziny to dwa kawałki aluminium, których powierzchnia została wyfrezowana w ciekawe, antypoślizgowe nacięcia, a także anodyzowana na czarno.
Pierwsze oglądanie noża pozwoliło mi wysnuć teorię, iż przy tak tanim nożyku, anodyzacja okładzin będzie schodziła od samego patrzenia. Nic bardziej mylnego. Otóż nożyk dostałem używany i jedyną skazą było otarcie rękojeści do gołego aluminium, wyglądające na kontakt noża z czymś twardym. Owszem, można doszukać się malutkich srebrnych kropek gdzieniegdzie, ale ogólnie anodyzacja jest trwała i wytrzymała. Frezowanie aluminium pozwoliło osiągnąć powierzchnię bardzo czepliwą dla ręki, a zarazem bezpieczną dla spodni. Strasznie denerwuje czasami fakt, iż ostro wykończone g10, potrafi dosłownie poszarpać krawędź kieszeni, jak i samą kieszeń.
Rękojeść skręcona na trzy śruby typu torx (w tym śruba główna) oraz dystans będący dziurą na linewkę. Na rękojeści mocowany klips na dwie śruby torx, który zaprojektowany został tak, iż po włożeniu do kieszeni wystaje z niej raptem klips i może z dwa milimetry noża. Bardzo fajne rozwiązanie dla osób, które nie chcą afiszować się posiadanym nożem. Klips nie ma możliwości zmian pozycji i możemy nosić nóż tylko w pozycji ostrzem w górę. Trochę bez sensu jest w tym momencie dziura na linkę, gdyż spoczywa ona na dnie kieszeni, a zamocowany na niej paracord zdecydowanie nie ułatwi wyciągania noża z kieszeni.
Wykonanie rękojeści na niezłym poziomie i mimo, iż nóż jest używany i trochę przeszedł, ciężko znaleźć na nim jakieś niedopasowania, tudzież błędy konstrukcji.
Głownia ze stali 440C w pokryciu chemicznym. Nie wiem, z czego jest pokrycie chemiczne, ale mi ta powłoka kojarzy się z powłokami na nożyczkach, które są bodajże pochodną węgla (carbon siakiś). Niemniej przyznać trzeba, iż powłoka trzyma się nad wyraz dobrze i na pewno nie znajdziemy jej fragmentów w jedzeniu, ani na dnie kieszeni. Na głowni mamy napis TITAN, ale chyba nie odnosi się on do powłoki. Zresztą przyznam szczerze, że nie mam pojęcia. Nie znalazłem żadnego konkretnego opisu powłoki, więc trudno jednoznacznie ją opisać.
Szlif wklęsły, wysoki na ponad pół głowni. Szlif położony został równo i nie widać uchybień w jakości. Nie wypowiem się na temat kt, bowiem poprzedni właściciel nóż ostrzył, co mogło znacznie zmienić kt w stosunku do wersji wyjętej z pudełka.
Grzbiet głowni zaokrąglony, tak jak ma to miejsce w Sebenzie. Na początku grzbietu (od strony rękojeści), znajdziemy nacięcia pod kciuk, które podobnie jak rękojeść pewnie trzymają palec na miejscu, a zarazem nie kaleczą nam skóry. Głownia w rękojeści pracuje na teflonowych podkładkach i przy dbaniu o czystość, głownia otwiera się płynnie i bezproblemowo.
Kołek do otwierania ostrza jest dwustronny, ładnie profilowany tak, że palec bez problemu opiera się na nim i otwiera głownię. Trochę brakuje anodyzacji kołka, który będąc srebrnym wygląda trochę jak pryszcz na skórze. Chociaż kolorystycznie łączy się ze śrubami i klipsem, które to również nie są czarne.
Nóż w dłoni leży całkiem przyjemnie i ja zamykam na nim swobodnie cztery palce. Fakturowanie okładzin jest na tyle delikatne, iż nie stanowi dla dłoni tarki, za to ładnie poprawia chwyt.
W stosunku do swojego protoplasty, Walther P22 ma kilka rzeczy, które mi się podobają bardziej niż w Sebenzie. Jest to wspomniany klips i faktura rękojeści. Klips pozwala nosić nóż dyskretnie i głęboko, co przy tak lekkim maluchu owocuje odsunięciem wizji zgubienia. Faktura z kolei pozwala na bardzo pewny chwyt, a także na zmniejszenie poczucia zimnej rękojeści. Po prostu coś się na niej dzieje i dzięki temu wydaje się sympatyczniejsza. Aż szkoda, że Chris Reeve nie próbował fakturowania w swoich Sebenzach, bo mogłoby przynieść to ciekawe rozwiązania.
Nóż poszedł do kieszeni na około miesiąc i przez ten okres był moim podstawowym edc. Jako, iż stawiam przed nożami całkiem przyziemne zadania, dlatego nie robiłem nim niczego szczególnego. W kuchni oczywiście daje radę, chociaż krótka głownia czasami nie wystarcza do przekrojenia większego owocu czy warzywa. Odpada oczywiście krojenie chleba, chociaż z bułkami daje sobie radę, gdy kroimy bułkę naokoło. Smarowanie jak można było przypuszczać jest bezproblemowe, bez różnicy, czy ostrze nabiera pasztet, dżem, czy masło.
W pracach biurowych nóż spokojnie daje radę i nie odbiega tutaj od innych noży o podobnych wymiarach. Wszelkie karteczki, sznureczki, opakowania, blistry, zgrzewki i temu podobne tnie się przyjemnie i bez kłopotów. Podobnie zresztą z zabawami w drewnie, takimi jak struganie, czy dłubanie w korze. Można śmiało powiedzieć, iż nóż doskonale się sprawdza jako małe, codzienne edc, bez założeń, iż będziemy nim wykonywać cięższe zadania. Dokładając do tego jego niską wagę, dyskretne noszenie, Walther P22 staje się tanim i ciekawym nożem dla każdego, kto nie chce wydać wiele pieniędzy, a chce cieszyć się ciekawą konstrukcją i parametrami.
Stal w nożu to 440C, jednak w tym wypadku nie wyciągnięto z niej za wiele. Krawędź tnąca dość szybko traci ostrość, tak, że potrzebne jest podostrzanie. Przy ostrzeniu czuć, iż nie jest to za twardo hartowana stal, także postawiłbym ją mniej więcej obok AUS8. No, może kapkę lepsza. Ale nie spodziewajmy się tutaj cudów i fajerwerków.


Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy


Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy


Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy


Sebenzoidy

Sebenzoidy


I na tym zakończymy opis noża WALTHER P22, przechodząc do opisu noża MODEL NO.GB-910.

Już na pierwszy rzut oka widać, iż jest to konstrukcja wzorowana na nożu SEBENZA CLASSIC. Nie jest to idealna kopia, ale trudno nie stwierdzić, iż właśnie Sebcia była protoplastą tego chińskiego noża.
Ciężko napisać o technikaliach, gdyż ich najzwyczajniej nie znam do końca. Nie wiadomo, z jakiej stali została wykonana głownia, a także, z jakiej stali wykonane są linery. Wiadomo jedynie, iż okładziny to czarne G10, a i można zmierzyć nóż suwmiarką, co daje nam poniższe wyniki:

Długość zamkniętego - 115 mm
Długość otwartego - 200 mm
Długość głowni - 85 mm
Grubość głowni - 2,8 mm
Grubość rękojeści - 13,5 mm

Patrząc na wymiary widzimy, iż to już pełnowymiarowy folder, który swoimi rozmiarami powinien zadowolić wielu użytkowników.
Ale zanim napiszemy o jego możliwościach, przyjrzyjmy mu się z bliska.
Rękojeść noża to szkielet z dwóch linerów o grubości 1 mm. Liner po przeciwnej stronie linera z listkiem blokady jest ponawiercany, celem odchudzenia wagi. Na stalowych linerach okładziny z czarnego G10, teksturowanego tak, iż pozwala się nie ślizgać rękojeści, a zarazem nie jest na tyle agresywna, żeby uszkadzać kieszeń spodni. Spasowanie linerów z G10 bardzo przyzwoite i nie mamy tutaj widocznych szpar, luzów, itp.
Rękojeść skręcona na cztery śruby torx, w tym śrubę główną. Trzy pozostałe śruby wkręcone są w dystanse, dzięki którym nóż zyskał budowę szkieletową, co pozwala na łatwiejsze zadbanie o jego czystość.
W tylnej części znajdziemy otwór na linkę, który w tym wypadku spełnia swoje zadanie. Klips prosty w kształcie, przykręcony trzema śrubami torx. Istnieje możliwość przełożenia klipsa na druga stronę, ale zawsze będzie on w pozycji ostrzem w dół. Czyli w pozycji, która mi osobiście bardzo pasuje. Klips jest długi i doskonale trzyma nóż w swoim miejscu zarówno w jeansach, jak i bojówkach. Ktoś się może zdziwi, dlaczego wymieniam jeansy i bojówki. Otóż w jeansach, nóż siedzi dokładnie pionowo i klips pełną powierzchnią zakotwicza się na krawędzi kieszeni. Z kolei w bojówkach, wyprofilowanie kieszeni powoduje, iż nóż jest pod kątem w stosunku do osi ciała, a tym samym nie zawsze trzyma się pełną powierzchnią klipsa, zwłaszcza, gdy chcemy, by folder nie sterczał w poprzek.
Na rękojeści mamy również dodatkową blokadę głowni, a mianowicie znany z noży firmy CRKT dodatkowy system blokady zwany LAWKS. Prosty i skuteczny patent na to, żeby zminimalizować ryzyko zamknięcia się noża podczas pracy. Na szczęście nie jest to AUTO LAWKS, także o jego użyciu decydujemy sami.
Głownia tego foldera jest całkiem spora i robi wrażenie. Szlif ostrza pociągnięty maksymalnie daleko, także nie ma tutaj miejsca na pozdrowienia i napisy o Chinach. Wysoki szlif wklęsły, który położony został starannie i doskonale wyprowadzona krawędź tnąca. W porównaniu do Sebenzy, grzbiet noża nie ma zaokrąglenia. Do otwierania głowni mamy dwustronny kołek, który dzięki frezowaniu i rozmiarowi pozwala na bezstresowe otwieranie głowni. Za kołkiem na grzbiecie mamy nacięcia pod kciuk, które w tym wypadku są dość głębokie, co owocuje konkretnym zatrzymaniem kciuka przed zjechaniem na głownię, a zarazem nie są agresywne, czyli nie zedrą nam z palca skóry. Część głowni znajdująca się w rękojeści nie do końca dopieszczona i na krawędziach widać miejsca, które można było lepiej dopieścić.
I w tym wypadku pojechano po kosztach i głownia porusza się na podkładkach z teflonu. Może to i tańsze rozwiązanie, ale bynajmniej nie zmniejsza to płynności otwierania i zamykania głowni.
Nóż jest spory, także dłoń komfortowo zaciska się na rękojeści. Co prawda podczas mocniejszej pracy (struganie), trochę wbijał mi się w rękę klips. Ale może to być przyczyna tego, iż jako osoba niepracująca fizycznie, mam łapki delikatne. Niemniej, gdyby klips nie odstawał tak mocno od rękojeści, wówczas uwierania by nie było. G10 bardzo ładnie czuje się w dłoni i muszę przyznać, iż to kolejna rzecz, jaką z chęcią bym widział na nożach Chrisa Reeve'a. Ale o tym później.
Nóż otrzymałem nowy, z krawędzią tnącą ostrą jak cholera. Nóż ciął doskonale i pracowało się nim wyśmienicie. Trafił do mojej kieszeni na ponad miesiąc, także miałem okazję trochę nim popracować.
W porównaniu do Walthera P22, mamy tutaj duże ostrze, więc stawiamy przed nim inne zadania. W kuchni rzecz jasna nie znalazłem zadania, które stanowiłoby problem. Kanapki, bułki, smarowanie, krojenie wędlin, warzyw, owoców. Oczywiste, że szło to dobrze. Klasycznie jak w nożach z wklęsłym szlifem głownia lekko blokowała się w żółtym serze.
Poza kuchnią, nóż pracował w takim samym środowisku, co Walther P22, więc sporo czasu przerobił jako pomoc biurowa. Kartki, kartony, butle po wodzie, zszywki, gumki, sznurki, linki i inne pierdoły. Podczas tych prac bardzo ładnie się sprawował, a głownia nie dostała luzów. Krawędź tnąca stępiła się tak jak powinna, czyli przeszła z opcji golenia, na opcję cięcia kartek bez problemu.
Potem nastąpiły prace może i wymuszane, ale miałem ochotę pokombinować. Dlatego na ogień poszła wielka puszka po benzynie ekstrakcyjnej, grubościenne pojemniki po chemii do sprzątania, beczka od chemii, a także różnego rodzaju plastikowe taśmy, złączki oraz kable. Na koniec nóż dostał po tyłku robiąc jako jedno z narzędzi przy demontażu starych komputerów. Nie oszczędzałem go za bardzo, więc miał okazję wykazać się, co potrafi.
Po tych wszystkich pracach ostrość spadła do stanu, gdy przecięcie kartki papieru ksero graniczy z cudem. Ale odnoszę wrażenie, iż ostrość spadła wolniej, niż w Walther P22. Tutaj jednak ciężko o konkretną ocenę, gdyż z racji długości krawędzi tnącej, Walther P22 mógł pracować większą powierzchnią, a GB-910 tylko fragmentami swej sporej krawędzi. Pozwoliło to na oszczędzenie ostrza w niektórych miejscach i pozostawienie go w stanie ostrym na tyle, że długo wydawał się ostry. Dlatego naostrzyłem go porządnie i zacząłem strugać suchy kijek o średnicy może z 2 cm. Po wystruganiu całkiem przyzwoitego zakończenia kijka, zacząłem badać krawędź tnącą i ... Faktycznie szału nie ma. Stal użyta w nożu nie jest szczytem jakości i stawiałbym ją mniej więcej koło stali używanych w BYRDach (8CR13MOV), a może nawet ciutkę niżej. Zresztą czuć miękkość stali podczas ostrzenia.


Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy


Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy


Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy


I tak doszliśmy do końca mojej recenzji. Z zabaw z tymi nożami wyciągnąłem kilka wniosków, którymi się podzielę.

Otóż wielka szkoda, iż Chris Reeve poprzestał na wersjach Sebenzy jakie znamy. Wersje z gołym tytanem i wkładkami z drewna bądź z micarty są ciekawe i spełniają swoje zadanie, jednak gdyby taką Sebenzę Classic odchudzić lekko z tytanu, a założyć na nią G10, wówczas nóż moim zdaniem wiele by zyskał. Podobnie jak zyskałby, gdyby tytan na rękojeści został frezowany tak, jak w Walther P22. Podniosłaby się chwytność noża zdecydowanie i stanowiłoby to niezłą pozycję dla osób, które nie lubią zimnych prostych rękojeści.
Sebenza by wiele również zyskała, gdyby zastosować do niej mocowanie i klips taki, jak w Walther P22. Dyskretne noszenie noża to dla wielu wytyczna noża edc, a w tym wypadku byłby to ideał.
Opisywane noże nie zastąpią oczywiście Sebenzy. Obojętnie jakby do nich podchodzić są tylko jej namiastką i takimi pozostaną. Użyta w Sebenzie stal s30v deklasuje stale z tych nożyków i pozostawia je daleko w tyle. Jednak patrząc od strony ekonomicznej, za ułamek ceny Sebenzy mamy noże, które na pewno nieźle się sprawdzą na codzień, a umiejąc ostrzyć nie będziemy psioczyli na jakość stali. Oczywiście, jeżeli komuś nie przeszkadza fakt, iż zarówno WALTHER P22 jak i MODEL NO.GB-910, to foldery mocno wzorowane na projektach Chrisa Reeve'a. Co by nie spojrzeć, Sebenza jest folderem na tyle dobrym, iż jest chętnie kopiowana, czego potwierdzenie mamy w dwóch opisywanych nożach, jak i opisywanym szeroko Sanrenmu 710, a także produkcie CRKT, które dawno temu wypuściło serię próbną w porozumieniu z Chrisem Reeve sebenzoidalnego noża o nazwie... SEBENZA.


Sebenzoidy

Foto z sieci.


Ile jeszcze podróbek Sebenzy pojawi się na rynku? Jakie odmiany będziemy mieli okazję zobaczyć? Jakie materiały zostaną użyte do ich produkcji?
Mam nadzieję, że jeżeli takowe się pojawią, to będę mógł je zdobyć, poużywać i opisać.
Na zakończenie dopiszę jeszcze, iż na Sebenzę zacząłem patrzeć łaskawszym okiem. Nadal nie jest to nóż, który wywołuje moje zachwyty, ale jej popularność, pozytywne opinie i jej podróbki skłaniają mnie ku temu, by dostrzec w niej coś więcej, niż prosty folder, z którego się wielokrotnie naśmiewałem. A cena... cóż... Nasze zarobki odbiegają od zarobków za wielką wodą i tej kwestii nie przeskoczymy.
Na razie kończę pisanie i idę do łazienki umyć dwa sebenzoidalne foldery, bo są strasznie zasyfiałe po moich zabawach.


Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy

Sebenzoidy


Zapraszamy do dyskusji na forum

Posted in Recenzje on maja 09, 2010