Cold Steel Voyager

Nóż dotarł do mnie celem przetestowania, a że nie musiałem bać się o ewentualne uszkodzenia, zabawa zapowiadała sie szampańsko (na tyle na ile można się upajać psuciem hartowanej blachy przynitowanej do plastikowej rączki). Niestety nie wzbudził on we mnie specjalnego zachwytu i tego wewnętrznego “a ciekawe czy wytrzyma ...” dlatego też ograniczyłem się do kilku testów destrukcyjnych, trzymania ostrości oraz blokady jak i EDCowania przez około 2 tygodnie (raczej z obowiązku niż przyjemności). Tak więc opis jest krótki i testowy. Jakoś nie potrafię pisać emocjonalnie o nożach, które mi się nie podobają.

Pierwsze wrazenie


Na nieszczęście Voyagera'a rozpakowałem go po wcześniejszej zabawie Reconem 1. Dłoń nie zdążyła odzwyczaić się od potężnego kloca z G10 i stali gdy zmuszona została do rzucenia się w ramiona śliskiego, plastikowego szparaga.
Na szczęście (dla noża) złudzenie rękojeści z przetopionych lalek Barbie (Barbie Bez Nogi – Seria Złoci Veterani, Barbie Kucająca W Polu – Seria Dary Wsi, etc.) dość szybko przeminęło. Po kilku minutach potrafiłem sprecyzować z czym mi się ta rękojeść kojarzy: nowa Pika (aka “Pika II” lub “Ślad Trampka Na Asfalcie”). Tylko jakby lekko podpolerowana i wygładzona. Czyli solidny standard budżetowych noży_do_pracy_bo_strider_pruje_mi_kieszenie czyli tego czym się tnie a nie o czym się mówi, że się tnie.
Moja znajomość z Voyagerem dostała + 12 punktów sympatii gdy moim oczkom ukazała się klinga. Trzeba przyznać, że cholerstwo robi wrażenie. Zazwyczaj przy otwieraniu zytelowych trumien spodziewamy się grzecznego droppointa z opcjonalną, lekką fałszywką, tymczasem zaatakowało mnie wielkie panzer-tanto zdające się mówić “kto do ku@#$ przeszczepił mi to plastikowe gó@#$, miałem mieć rękojeśc z żelbetonowego kloca i suszonych ludzkich uszu”. Tak, ten estetyczny jak i ideologiczny dysonans potrafi sprawić, że gemba się nam wykrzywi jak po zjedzeniu smażonego poroża. Na pierwszy rzut oka klinga posiada zapas mocy wielokrotnie przewyzszający możliwości rękojeści i blokady. Coś jak dwunasto skibowy pług ciągnięty przez ciułałę (chiuaua: 3cm długości gąsienica pomyłkowo wzięta za psa).
Klikało się nim umiarkowanie świetnie, back lock zazwyczaj nie pozwala na wiele.


Cold Steel Voyager

Cold Steel Voyager

Cold Steel Voyager

Cold Steel Voyager


Cold Steel Voyager


Rękojeść

Najlepiej jak ją do czegoś porównam. Otóż w dłoni jest to taka wygodniejsza, bardziej "do roboty" i troszkę "niewykończona", Endura. Konkretny "banan" pozwala odpocząć nadgarstkowi przy dłuższym cięciu (choć z drugiej strony nie pozwala na to klinga ale o tym później).
Faktura jest na tyle śliska, że nie kaleczy spodni i daje się wygodnie wsuwać/wysuwać z kiermany (o ile nie nosimy pantalonów z latexu bądź jadalnych ze Śmiej Żelków) oraz na tyle szorstka by miał gdzie się brud gromadzić. Możnaby ponarzekać, że nie trzyma dłoni jak G10 w Military, bla bla bla...gdyby nie pewien zabieg konstrukcyjny ze strony Cold Steela. Otóż koniec rękojeści jest nieco opuszczony, dzięki czemu dłoń ma solidne oparcie. Nawet jeśli ześlizgniemy się po rękojeści do dołu, to w pewnym momencie znajdziemy wystarczający opór by nóż pozostał w łapsku. Jest to całkowicie inne podejście niż proste rękojeści, przystosowane do noszenia w nie-bojówkach. Brakuje mi jedynie delikatnie grubszych i szerszych okładzin, choć wtedy wychodzimy z kategorii noży do pracy i wchodzimy do szufladki noży DO PRACY, gdzie niepodzielnie od lat rządzi Gerber Gator ze swoim profilowanym, gumowym trzonkiem.
Z drugiej strony dość wąska forma (podobna jak w Pice, Endurze i tym podobnych) pozwala na wygodne manipulowanie ostrzem zarówno osobom o małych dłoniach (japońscy robotycy oraz genialni, niewidomi pianiści) jak i o gigantycznych grabach (kowale kujący noże otwartą dłonią bez użycia młotka). Choć, jak powszechnie wiadomo, gdy musimy zastrugać patyczki na ognisko nie dla nas i znajomych lecz dla obozu harcerskiego, to nic nie spisuje się lepiej jak pękata, miękka, klocowata trąba.
Osobiście miałem pewne zastrzeżenia co do wytrzymałości mocowania nitu, na którym trzyma się blokada (jak się później okazało - słuszne). Zytel nie należy do materiałów, które lubią być obciążane statycznie (zwyczajnie może się wygiąć i odkształcić). Tu widocznie zabrakło tych 2mm materiału nad nitem.
Otóż batonowałem sobie tym nożykiem (tak jak wieeeeeeeeloma innymi folderami wcześniej) i Voyager, jako drugi w historii, zawiódł. Pierwszym był Victorinox Hercules, co mu się coś powyginało w środku i ostrze nie domykało się później. Niby nic ale od noża z taką klingą spodziewałbym się minimalnie większej wytrzymałości. Podczas batonowania siła skierowana jest na blokadę tak jakby chciała zamknąć nóż (ręka trzyma kosidło tak by rękojeśc nie odskakiwała do góry przy kolejnych uderzeniach). De facto "prawie" całe obciążenie skierowane jest na blokadę, do tego dynamicznie. Idealna sytuacja by coś się popsuło. No i się popsuło, nit poszerzył dziurkę do góry i z noża otrzymałem kastaniet. Jest to o tyle głupia sytuacja, że nie zawiodła blokada sama w sobie, klinga nawet nie była tknięta, etc. A mimo tego nóż został uszkodzony. Potrafię sobie wyobrazić sytuację gdy po dłuższej zabawie nit rozerwie rękojeść a my stracimy palec wskazujący. (bądź duży palec u stopy, np. jak ktoś jest bezrękim malarzem).
Moim zdaniem takie zaniedbanie konstrukcyjne jest niedopuszczalne i świadczy o jakiś brakach, czy to w dziale projektowym czy podczas testowania prototypu. Nie mogę sobie wyobrazić by taki babol świadomie opuścił fabrykę.


Cold Steel Voyager


Klinga

Klinga jest dość zgrabnym urzeczywistnieniem prymitywnej wizji american tanto, geometrical tanto czy też ktoś_złamał_mi_linijkę tanto. Bardzo wprawnie i schludnie połączono tu szlif wklesły ostrza i płaski na czubku. Pomysł prosty, choć wykonanie bywa kłopotliwe, Cold Steelowi się udało.
Cóż daje nam takie rozwiązanie? Po pierwsze zachowując brzytwiastą charakterystykę cięcia nie osłabiany czubka. Po drugie przejście miedzy szlifami nie jest karbem więc nie musimy się martwić, że jeden szlif zostanie w dłoniach a drugi w rozbieranej palecie. Po trzecie łatwo się ostrzy. Dość by wykrzyczeć HIP HIP HURRRA!!!
{mosimage} W praktyce sprawuje się to rozwiązanie połowicznie poprawnie. O ile czubek faktycznie jest nie do ruszenia, o tyle zdolności cięcia prostego fragmentu klingi są niezadowalające. Nie wiem dlaczego część producentów noży sądzi, że jeśli da szlif wklęsły robiony na kole o średnicy 2cm to zmienia każdy nóż w miecz świetlny. Niestety tnie toto zwyczajnie, troszkę topornie. Test tekturowy postawił Voyagera między Endurą a wałkiem do ciasta. Nóż ciął i nic ponadto. W porównaniu taka Military czy Skirmisiątko wyprzedzają Voyagera o kilka długości.
W terenie także nie ma rewelacji choć mocny czubek dobrze wierci otwory w drewnie pod krzesanie (zeskrobując krawędzią tnącą cieniusieńkie wióreczki) a szlif jest wystarczająco dobry do cięcia miękkiego drewna. Nie jest źle.
Jedyną rzeczą, która ratuje zdolność do cięcia jest dość cieniutka krawędź tnąca (która później okazała się całkiem wytrzymała).
Niestety nie ma róży bez kolców.Brak nacięć pod kciuk (gdy jednocześnie zrobiono je od góry w rękojeści !?) jest niedopatrzeniem lub dowodem na to, że nóż wypuszczono bez większego zastanowienia się nad nim. Na szczęście nie dokucza to specjalnie.
Przód klingi mógłby być ciutkę zwężony lub choć kąt tanto większy (klinga bardziej smukła). W takim wydaniu jakie miałem przyjemność testować nóż nie bardzo chciał się w cokolwiek wbijać bez użycia dużej siły, co w połączeniu z brakiem efektywnej gardy mogłoby spowodować, że zimowe rękawiczki przestałyby pasować.
Dodatkowo warto by zastanowić się nad wysokością i rodzajem szlifu.Może płasko i wyżej okazałoby się lepszym wyjściem?


Cold Steel Voyager


Blokada

W zasadzie nie ma o czym pisać, ot standardowy back lock. Trzyma klingę znośnie, co prawda da się spinwhackiem złożyć nóż, lecz wymaga to przyłożenia większej siły. Niestety blokada dość mocno pracuje więc podczas przebijania blachy miałem, prócz ochronnej rękawicy, czoło zlane zimnym potem. Nie ryzykował bym wbijania tego noża mocno w drewno gołą ręką.
Dodatkowo wiele watpliwości przysparza mocowanie blokady w rękojeści. Jak wspomniałem wcześniej, uszkodziłem je przy zwykłym batonowaniu, czego skutkiem był BP góra-dół o amplitudzie kilka mm. Pojawiły się luzy na blokadzie a to nie wróży dobrze naszym palcom. W związku z tym nie testowałem noża dalej czekając aż blokada się rozpadnie, palce nie odrastają przesadnie szybko.
Dobrymi stronami tej blokady są z pewnością idiotoodporność a także niewrażliwość na syf i łatwość czyszczenia.
Przetestowałem nóż podobnie jak niegdyś axisa, czyli nawpychałem piachu gdzie tylko się da, a następnie sprawdzałem jak zachowa się mechanika. Wynik testu był do przewidzenia. Nóż składał się i rozkładał bez zacinania a wyczyścić dało się go łatwo ot przepłukując w rzece. Więcej widać na filmiku.
Blokada jest łatwa w utrzymaniu, jedyne czego potrzebuje to przepłukanie od czasu do czasu pod kranem (jak już nazbiera się w środku odpowiednia ilość syfu z kieszeni) oraz okazjonalnie kropelka czegoś tłustego.
Jedyny problem jaki się może pojawić to konieczność wyczyszczenia ośki i okolic. Niestety kosałka jest nitowana, co nie ułatwia rozbiórki.
All in all blokada zwyczajnie spełnia średni (może średni-niższy) standard back locka.


Cold Steel Voyager


Stal


Cold Steel Voyager


Kolejna rzecz, o której nie ma właściwie co napisać. VG-1 nie zaskoczyła mnie niczym (jako budżetowa nierdzewka) poza odpornością na wykruszenia, a nawet wgniecenia.
Zacznę od trzymania ostrości i agresywności cięcia. Jest to po prostu stal klasy 440/aus8 czyli tnie znośnie lecz bez zachwytów. Jednocześnie testowałem Kopromeda i różnica w agresji cięcia nie była wyczuwalna (choć można się domyślać, że CS powinien ciąć bardziej "wściekle" niż jego kolega z 420).
Trzymanie ostrości wygląda następująco: golić przestaje niemal od razu (na fotkach widać kawałek tekturki, której nie dokończył ciąć bo zaczął ją rwać), ostrość roboczą trzyma długo, jak większość noży.
Jeśli by wysilić się na plastyczne porównanie, w którym stale były by keczupami, gdzie 440C to Kotlin a S30V Kamis czy Pudliszki, etc. VG-1 od CS można by przyrównać do lepszego słoiczkowego sosu marki Tesco.
{mosimage} Natomiast w kwestii odporności na uszkodzenia mechaniczne, muszę pochwalić CS'a. Pomimo idiotycznych zabaw jak rąbanie blachy, stal nie ucierpiała zbytnio. Oczywiście pojawiły się wybłyszczenia na KT lecz obyło się bez głębokich szczerb. VG-1 poradziła sobie zdecydowanie lepiej niż aus8 od tego samego producenta, co skłania do przemyśleń. Podobnie czubek, co prawda stracił igiełkowatość, lecz nie rozbił się na płasko ani nie ułamał. Wielki plus dla CS'a, klinga może i się stępi ale nie zawiedzie. Ciekawe kiedy Emerson zacznie klepać noże z VG1 ? No chyba, ze przejdzie na ZDP-189 hartowaną na 50 w skali rockwella.


Cold Steel Voyager


Co bym zmienił

Nóż by stać się jedną z najlepszych propozycji w tej cenie, zasadniczo nie wymaga specjalnych przeróbek, poza kilkoma:

  • Mocniejsze mocowanie blokady
  • Zmniejszenie pancerności klingi adekwatnie do poziomu wytrzymałości rękojeści. Czyli wyższy szlif, troszkę smuklejsza linia tanto, może ciut cieńsze ostrze.
  • Zmiana faktury rękojeści na taką jaka jest stosowana w budżetowych BladeTech'ach (nie sposób odróżnić w dotyku ich Zytelu od g10).
W ten sposób otrzymamy bardzo fajny nóż, zarówno w teren jak i do miasta.

Podsumowanie


Cold Steel Voyager


Voyager'a uważam za dobry nóż. Nic więcej, nic mniej. Ma kilka niedoróbek w tym jedną poważną, niczym nie zachwyca. Ergonomia stoi na dość wysokim poziomie, projekt jest słaby, materiały wystarczające, całość ładnie sklepana do kupy. Ot kolejny, tani nóż, który można polecić na poczatek zabawy gdy naiwność każe szukać noża uniwersalnego.
Moim zdaniem Voyager jest dobrym punktem wyjścia do rozwinięcia idei taniego noża do wszystkiego. W sumie wystarczy przesunać kilka suwaczków w pracowni projektowej by wyszło z tego coś mogącego spokojnie konkurować z, jeśli nie endurą, to przynajmniej Piką, serią Byrd czy tańszymi Bladetechami.
Na koniec pragnę rzucić klątwę na osobę, która umieściła nit trzymający blokade tak blisko krawędzi rekojeści no i podziękować Kolterowi za podrzucenie noża do testów.
Zapraszamy do dyskusji na forum
Podziękowania dla firmy Kolter za udostępnienie noża do testów

Posted in Recenzje on sie 24, 2008