Pathfinder od Andreha [MTPN przedstawia]

Swego czasu jeden z członków MTPN coś mi wspomniał o nożu Andreha. Andreh...Andreh... ktoż to jest... może jakiś czeski maker. Tak sobie pomyślałem. Z czasem okazało się, że noże Andreha są coraz popularniejsze w Naszym Stowarzyszeniu. Postanowiłem się mocniej tematem zainteresować i zapytałem kto to właściwie jest. I nikt nie wie w jak wielkim szoku byłem gdy okazało się, że Andreh to młody chłopak z Polski który robi bardzo fajne nożyki. Jak to się stało, że umknęły mi jego produkcje ? Tego nie wiem ale tak się stało. To było na dużo przed tym zanim autor noża o którym zaraz napisze dostał własny dział.

Jak już dowiedziałem się któż to jest ten Andreh to po przejrzeniu jego wyrobów okazało się, że robi bardzo ciekawe noże. Najpierw gadka szmatka o zniżce dla Nas a potem szybka prośba o nożyk do testów. Pomyślałem że warto by o jego nożach dowiedziało się jak najwięcej osób. Andreh oczywiście się zgodził i tym sposobem w moje łapki trafił PATHFINDER

Standardowo już zacznę od danych technicznych.
Dane:
Konstrukcja: hidden tang
Stal: N690
Długość całkowita: 23 cm
Klinga: 10.2 cm
Wysokość szlifu: 2.7 cm
Grubość głowni: 3.25 mm
Rękojeść: Kingwood zabezpieczane olejem lnianym i woskiem carnauba
Pręcik stalowy
Spasowanie klingi z jelcem za pomocą JB Weld. Wzorowane się na metodzie znalezionej na stronie Terrego Primosa.
Nie mam pojęcia o co chodzi w powyższym zdaniu, ale to chyba ciekawe i mądrze wygląda.
Teraz czas na kilka fotek. Bezczelnie wykorzystam zdjęcia Andreha z wątku o przedmiotowym nożu.

Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder


Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder


Nożyk wygląda jak widać. Potrafi zaciekawić właśnie samym wyglądem. Więc i bardzo go ciekaw niecierpliwie oczekiwałem na paczkę. Doszła. Razem z nożem w komplecie otrzymujemy pochewkę. Skórzaną oczywiście. Bardzo przyzwoita i starannie wykonana. Trzyma nóż naprawdę solidnie można wyzbyć się jakichkolwiek obaw, że go zgubimy, a co najważniejsze nie przeszkadza w siadaniu, bieganiu i łażeniu, jeżdżeniu autem itp. Szlufka duża i na spokojnie przejdzie przez nią nawet duży pasek.


Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder


No ale co tam pochewka, jej zawartość się liczy. No to cyk nożyk z pochewki i pełen uśmiech na mojej buźce zagościł. Nożyk leży w łapce zajebiście. Poezja ergonomii. Szybko go wyobracałem i sprawdziłem wszelkie możliwe chwyty. No cudeńko po prostu. Leży w łapce prawie jak mój własny rodzony Wacuś (choć mój oczywiście grubszy, dłuższy i milszy w dotyku). No ale na poważnie. Rękojeść jest boska i aż się nie chce noża z ręki wypuszczać. Nawet brak jelca czy choćby szczątkowej gardy nie wzbudzał w mnie obaw o moje palce. Ciepłe i milutkie drewienko na rękojeści wciąż wprawiało mnie w zachwyt. Z drugiej strony nie od dziś przecież wiadomo, że takie typy rękojeści są najwygodniejsze i zawsze praktycznie wzbudzą zachwyt. Jednak nie wszędzie są stosowane.
Ale nóż to przecież nie tylko rękojeść. Czas więc zerknąć na resztę. Głownia ciekawa, szlify równe i symetryczne się wydają.
Spasowanie i wykończenie niemal doskonałe. Piszę "niemal" bo pewnie coś by się znalazło ale po co się czepiać na siłę. Generalnie za projekt i wykonanie ogromna PIĄTKA. Nożyk niezwykle klimatyczny, wręcz zachwycający. Projekt bardzo spójny, proporcjonalny i wydawałoby się, że gruntownie przemyślany.
No to pochewka na pasek i można się bawić nożykiem. Ale zaraz, patrzę i widzę że się Andreh nie popisał. Jakiś syfik mam na klindze. No, żeby nie przetrzeć noża przed wysyłką ? Wstyd Panie kolego, wstyd. No więc szybko jakąś szmatkę i już czysty. Myk w pochewkę i biorę szykuję kartki na pierwsze testy. Nożyk w łapkę i .... cholera znów brudny... Po chwili odkryłem że pochewka regularnie brudzi nóż bo czymś w środku zapaćkana. I tak już przez cały okres w jakim u mnie był. Choć fakt, że z czasem coraz mniej. Przyznam, że odebrało mi trochę radości z używania.
No ale wracając do noża. Cięcia kartek - rewelacja choć to przecież do przewidzenia było. Dalej czas na czynności typowo kuchenne. Pomidorek, kiełbaska, mięcho, ogóreczki konserwowe i kiszone, jabłko i masa innych rzeczy szła pod nóż. Pathfinder ze wszystkim doskonale dawał sobie radę. Kroił i ciął lepiej niż niejeden kuchenniak. Dawał radę ? Źle to ująłem. Sprawował się wręcz znakomicie. Przy zadaniach "spożywczych" warto wspomnieć jeszcze, że smarowanie masełkiem, dżemem czy smalcem to też czynności które wykonuje się z pełną przyjemnością.
Praktycznie przez cały okres pobytu u mnie, Pathfinder rzucony w torbę łaził ze mną do pracy gdzie służył mi za nożyk do śniadań. Może dodam, że w moim przypadku aby nożyk wylądował na pasku to musi być dość wysoko aby nie było go widać. Pathfinder wraz z pochewką tworzą jednak ciut niedyskretny zestaw i dlatego "chodził" w torbie.
No ale wracając do tematu to powiem, że z pełną premedytacją nie myłem i nie wycierałem go po wszelakich "cięciach spożywczych" żeby przekonać się jak to zniesie. Oczywiście, za to zawsze myłem go przed użyciem. Jak się okazało na efekty nie dbania o nóż nie trzeba było za długo czekać. Pojawiły się niezbyt sympatyczne plamki na klindze. Niby nic strasznego ale jednak.


Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder


Prócz zadań typowo kuchennych nożyk bywał ze mną na wszelkich wypadach w teren. Grill, ognisko wszędzie pracował i nie tylko na mój własny użytek. Korzystali z niego też inni i każdy był wręcz zachwycony.


Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder


Ponadto w wolnych chwilkach każdy z największą przyjemnością wyszukiwał dla niego zajęcia. Pathfinder dłubał sobie w drewienku i strugał patyczki oraz produkował wykałaczki. Również w tych zajęciach sprawował się wzorowo a praca nim to była czysta przyjemność i naprawdę nie miałem ochoty wypuszczać go z rąk. Tylko strugać, ciąć i znów strugać i tak w kółko. Jednocześnie stwierdziłem że stal zachowuje się doskonale i utrata ostrości jest w sumie nieznaczna. Nie zdziwiło mnie, że ostrzyło się go bardzo lekko i przyjemnie.
Przy takim nożu trudno wymagać innych prac niż te o których wspomniałem. Oczywiście, że nie wyłamie on drzwi, nie podważy się nim szuflady w biurku czy nie wykorzysta się go do jakiś taktycznych celów. Oczywiste też jest, że nie sprawdzałem go w tych czynnościach bo nie do tego został zaprojektowany i stworzony. Przynajmniej mi się tak wydaje.
Ten nożyk aż się prosi o wypad w teren i o zabawy kulinarno-biwakowe. Sam jego wygląd sprawia że czuć świeże powietrze.... zapach ogniska.... a gdzieś w myślach człowiek szykuje się do kolejnego wyjścia poza miasto.
Zdradzę, jeszcze tajemnicę, że na dniach jak tylko znajdzie wolną chwilę to swoją opinie na temat tego noża wrzuci rotpin. Więc kolejna recka Pathfindera już w drodze.
Na zakończenie jeszcze dwie foteczki:


Andreh Pathfinder

Andreh Pathfinder

Zapraszamy do dyskusji na forum

Posted in Recenzje on lut 18, 2010